MENU
10
Wystawa

Interphoto 2019

Od przeszłości do współczesności. Granice czasu

„Fotografia ujawniła się […] w swej najbardziej pierwotnej, podstawowej formie: jako dokument i zapis czasu. Każda pojedyncza fotografia zachowuje jakiś ułamek czasu, razem tworzą one uporządkowany zapis jego upływu”
Lech Lechowicz

O czasie na ogół myślimy w bardzo prostych kategoriach: jako przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Podobnie jest z obrazem fotograficznym. Kiedy naciskamy spust migawki, „zatrzymana” chwila przechodzi do tego, co było, do historii. Kiedy jednak patrzymy na zdjęcie, które powstało przed momentem, to opisuje ono, w pewnym sensie, wciąż trwającą teraźniejszość oraz przyszłość. Jeśli jest to fotografia wykonana w dalekim kraju, w odbiorcy pobudzi wyobraźnię i może wyzwolić chęć podróży. Podróży, która odbędzie się w przyszłości. Do przyszłości odnosi się również sam zapis. Na materiale światłoczułym po naświetleniu tworzy się obraz utajony, który ujawniony zostanie dopiero w przyszłości, po jego wywołaniu. Przypomnijmy sobie sławny portret Lewisa Payne wykonany przez Alexandra Gardnera. Przedstawia on młodego zamachowca oczekującego na wykonanie kary śmierci. Podczas robienia zdjęcia jeszcze żyje, ale za chwilę bicie jego serca zostanie przerwane. Jak mówi święty Augustyn: „Gdyby nic nie przemijało, nie byłoby czasu przeszłego. Gdyby nic nie przychodziło nowego, nie byłoby czasu przyszłego. Gdyby niczego nie było, nie byłoby teraźniejszości”. Inaczej to ujmując, chwila obecna określona jest przez to, co było i przez to, co będzie, a wizerunek „śmierci” (obraz fotograficzny to przecież balsamowanie czasu) zawsze przyniesie refleksję o tym, co nieodwracalne i ostateczne dla każdego stworzenia.

W fotografii, przeciwnie do platońskiej teorii idei, „obecność rzeczy […] nigdy nie jest metaforyczna” – mówi Roland Barthes, a każda rzecz na fotografii odczytywana jest jako „prywatna podobizna swego przedmiotu odniesienia”. Jest śladem i bezstronnym świadkiem. Powstaje poprzez wyrwanie jakiejś cząstki z rzeczywistości. Stąd możemy być bohaterami dawnych zdarzeń. Możemy rozmawiać z przeszłością nie tylko w sensie poznawczo-antropologicznym, ale stajemy twarzą w twarz z tym, co naprawdę istniało. Mimo, iż obraz jest niedostępny i tajemniczy, daje pewność co do istnienia tego, co znajduje się w jego ramach. Pewność ta polega na interpretacji „tego-co-było”. Poświadcza egzystencję w czasie. Jest pamięcią minionej chwili, mimo iż blokuje wspomnienie. Dzięki niej czas przeszły jest równie prawdziwy jak czas teraźniejszy. I choć teraźniejszość „przemyka przez palce”, dzięki fotografii „możemy posiąść przeszłość”.

Podczas tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Fotografii Białystok Interphoto prezentujemy artystów, których twórczość pod wieloma względami odnosi się do heterogenicznego pojmowania Czasu. Zarówno tych pracujących z medium fotografii w kontekście linearnego upływu oraz zatrzymania, rozważających Barthes’owskie punctum czy odnoszących się swoją symboliką obrazową do elementów społeczno-historycznych. A także tych, którzy poprzez swoje widzenia świata oraz nową organizację kadru wpłynęli na współczesne formy wypowiedzi kolejnych pokoleń fotografów.

Wystawy historyczne, jak prezentacje awangardy czeskiej i polskiej oraz polskiej fotografii subiektywnej odsłonią aspekt kontinuum przemian zachodzących nie tylko w samym medium, ale również w nowoczesnym definiowaniu i odbiorze dzieła artystycznego. Natomiast przedstawienie publiczności postaw krytycznych wobec prawdy zapisu i zawłaszczenia w rozumieniu postmodernistycznym ukaże współczesne miejsce fotografii jako narzędzia kontroli i władzy.

Prawie od początku nowożytności jesteśmy silnie związani z przeszłością i to niekoniecznie naszą. Ten związek wywołuje rodzaj bliżej nieokreślonej tęsknoty za tym, co było lub może być. Nieruchomy obraz, zatrzymujący czas jest niczym pamięć, której możemy być pewni. A ta pewność wywołuje w nas poczucie niezachwianego trwania – stabilności. Fotografia nie przypomina przeszłości, a ją poświadcza. To, co widzimy na powiększeniu, istniało naprawdę. Obraz fotograficzny jest przecież niepodważalny. Historia zapisana na celuloidzie czy w „pamięci cyfrowej” jest historią prawdziwą. Jest potwierdzeniem dla historyków, architektów, socjologów i wszystkich badaczy przeszłości, jest również potwierdzeniem historii prywatnych, osobistych, pojedynczych. Lecz jaki naprawdę jest obraz historii?

Ludzka pamięć jest jednostkowa i nietrwała. Ulega powolnemu zanikowi i rozproszeniu. Jej zasoby przysłaniane są przez kolejno następujące po sobie zdarzenia. Rozpływa się wraz z pamięcią pojedynczych komórek, które mają w sobie zaprogramowaną śmierć. Podczas Festiwalu rozważymy zatem, czy w przeciwieństwie do niej, świadectwo fotografii jest o wiele bardziej doskonałe. Czy dzięki odpowiedniemu systemowi magazynowania może być trwałe i bez końca powielane, czy obraz zdjęciowy może być niezachwianą i prawdziwą pamięcią ludzkości, do której mogłyby odwołać się przyszłe pokolenia.

„Prawdziwy obraz przeszłości przemyka niby wiatr. Przeszłość daje się utrwalić jedynie jako obraz, który rozbłyska teraz w swej rozpoznawalności, aby już nigdy nie powrócić”
Walter Benjamin

Grzegorz Jarmocewicz
Dyrektor Artystyczny Festiwalu

29 IX–15 X 2019
Wstęp wolny
Sala Wystawowa, Foyer Górne, Foyer Dolne / Odeska 1

Heikki Leis

Era postprawdy
Żyjemy w czasach, w których kłamstwa są niemal niemożliwe do odróżnienia od prawdy – w erze postprawdy. Setki sprzecznych świadectw pozwalają dowieść niemal wszystkiego. Przekopywanie się przez stosy danych, by znaleźć stosowne informacje, wymagałoby zbyt wiele pracy, więc każdy komunikat można podać jako „fakt”. Nie inaczej jest też w fotografii. Znane są przypadki zmodyfikowanych zdjęć przedstawionych jako fotografia dokumentalna. Obiekty dodaje się i usuwa, żeby nadać „odpowiedni klimat”. Czasami fotografie innych są kradzione, poddawane nieznacznej obróbce i pokazywane jako nowe dzieło. Wszechmocny Photoshop usuwa granice między fotografią a fotomontażem. Jednak zdjęcia z tej kolekcji zostały wywołane z negatywów bez żadnej manipulacji – przedstawiają obraz taki, jakim był w soczewce obiektywu. Chociaż prawdę ukrywano przez całe stulecia, dowody są teraz przed wami: okazuje się na przykład, że laptopy i smartfony istniały już na początku poprzedniego wieku, a mnisi w klasztorach nosili słuchawki. Sztuka może być źródłem prawdy na równi z rzeczywistością.

Heikki Leis (ur. 1973) pochodzi z Tartu w Estonii. Ukończył Tartu Art Grammar School, a w 1991 roku Tartu Art School na kierunku kamieniarstwo i rzeźba. Od 2000 roku jest artystą freelancerem. Tworzy głównie hiperrealistyczne rysunki i rzeźby. Od 2004 zajmuje się też fotografią i bierze udział w wystawach. Jego największą pasją jest fotografia analogowa. Używa aparatów średnio- i wielkoformatowych.

Mindaugas Kavaliauskas

A-spot
Niektórzy jeżdżą na ryby, inni wolą iść na mecz piłki nożnej. Przedstawieni na fotografiach ludzie wybierają lotniska, aby oglądać samoloty. Fascynacja lotnictwem ma się dobrze, odkąd pierwsza maszyna uniosła człowieka w powietrze. W drugiej połowie XX wieku przybrała formę weekendowej wycieczki z rodzicami na lotnisko, jednakże w dzisiejszych czasach stała się złożonym hobby, mozaiką miejsca, nauki, emocji, pytań dlaczego i jak. Niektóre lotniska wydzielają specjalne strefy z podwyższonymi podestami, dzięki czemu entuzjaści lotnictwa mogą podejść wystarczająco blisko, aby zobaczyć pilotów w kokpicie i usłyszeć ryk silników. Ludzie przychodzą w to miejsce, by robić zdjęcia, liczyć samoloty, połączyć dreszczyk emocji z aktywnością sportową, coś zjeść i wypić, przekazać wiedzę swoim dzieciom, a czasem przeżyć romans albo odbyć terapię. Oczywiście są też żegnający bliskich odlatujących w dal, ale i śledzący starty i lądowania maszyn, żeby uporać się z własną tęsknotą za domem. Dla prawdziwego pasjonata przyjście w to miejsce może być tylko punktem pielgrzymki do następnej części przygody, na innym lotnisku, za granicą albo nawet na innym kontynencie. Zdjęcia z cyklu „A-spot” były wykonywane na lotniskach nowej Zelandii: Auckland; Europy: Barcelony, Berlina, Kopenhagi, Frankfurtu, Istambułu, Lizbony, Londynu, Paryża, Rygi, Tuluzy, Wilna, Warszawy, Zurychu; Stanów Zjednoczonych: Atlanty, Houston, Los Angeles, San Francisco, Waszyngtonu i oczywiście na lotnisku przy plaży Maho na wyspie St. Maarten. Cykl „A-spot”, rozpoczęty w 2015 roku, jest drugą częścią projektu „travel’AIR” Mindaugasa Kavaliauskasa, badającego stosunek człowieka do lotnictwa pasażerskiego.

Mindaugas Kavaliauskas (ur. 1974 w Kownie) – litewski fotograf i dyrektor artystyczny, pracujący w Kownie. Od 1993 członek organizacji Lithuanian Photographers. Zainteresowany fotografią dokumentalną, zasłynął jako twórca „Portrait of Kražiai” (2001–2003), wystawianej w Europie i na świecie. Jego praca artystyczna zeszła na drugi plan, gdy założył festiwal Kaunas Photo (2004). Liczne podróże na wystawy, festiwale i spotkania z artystami w różne rejony świata sprawiły, że powstał projekt „travel’AIR“ , który przy pomocy fotografii eksploruje zagadnienia związane z awiacją, lotniskami i kondycją człowieka w tej rzeczywistości.

Jiří Šigut

Latencja
„Papier fotograficzny, brzemienny solami srebra, pozostawiony w naturze i poddawany jej żywiołom niekiedy nawet przez parę tygodni. Często niszczony, pozbawiany czułej warstwy, atakowany pleśnią. Z odbiciem lasu, ciepła rozkładu ślepych koryt rzek, wielkich kęp trawy, spadającego liścia, z odblaskiem na powierzchni wody czy grudą rozoranej ziemi. Jestem zafascynowany możliwościami papieru fotograficznego, jego pracą w czasie, absorbowaniem światła, energii. Ta zdolność pozwala wiernie odwzorować i zachować przemijanie. Układam papiery fotograficzne w naturze już od wielu lat, podczas moich wieczornych wyjść do odległych od miejskiego zgiełku lasów i pól. To mój prywatny, intymny performance, kiedy jestem sam pośród nocy i czuję, że jestem małą częścią tego świata i kosmosu, szukającą własnego miejsca na ziemi. Po tylu latach to uczucie nie traci nic na wartości, lecz przeciwnie, jest silniejsze niż kiedyś. Czasami brakuje mi słów, żeby wyrazić swoje odczucia, ale zostają papiery fotograficzne z maleńkimi zapisami powiewu wiatru, płynącą wodą, spadającym liściem… ze śladem świata”.
Jiří Šigut
Tłumaczenie z języka czeskiego Jan Faber

Jiří Šigut (ur. 1960 w Ostrawie-Witkowicach) – fotograf. Od 1985 do 1991 roku zajmował się zapisami fotograficznymi, programowo nie ingerując w proces długiej ekspozycji – bez żadnej stylizacji ani manipulacji w warstwie światłoczułej negatywu. Na początku lat 90. Šigut powoli rezygnuje z tradycyjnego układu negatyw-pozytyw. Od tego czasu autor rejestruje swoje czynności i procesy w przyrodzie bezpośrednio na warstwie światłoczułej materiału fotograficznego, kiedy źródłem światła i energii jest natura (światło dzienne, gwiazdy, księżyc, ogień, świetliki…). Emulsja nie pełni tutaj funkcji wyłącznie fotograficznej, ale przekracza ją i reprezentuje światło – czułość wszelkiej materii. Swoją pracę, czyli naświetlanie papierów fotograficznych na łonie natury (przez kilka dni lub nawet tygodni), łączy autor z odmianami rytuałów – swoimi bardzo prywatnymi i intymnymi nocnymi performansami. Historyk fotografii Josef Moucha zalicza Šiguta do grona dwudziestu czeskich twórców, którzy w XX w. wprowadzili zmiany w postrzeganiu możliwości artystycznych fotograficznego medium.

Daty i godziny

29 IX
19.00 Wernisaż
20.30 Koncert Ilo & Friends

30 IX–3 X / 9.00–19.00
4 X / niedostępne
5 X / 11.30–18.00
6 X / 11.30–17.00
7 X / 9.00–18.00
8–11 X / 9.00–19.00
12 X / 11.30–18.00
13 X / 11.30–17.00
14 X / 9.00–18.00
15 X / 9.00–19.00

3 XI
16.00 PhotoPicnic – podsumowanie festiwalu

Powiązane wydarzenia

Powiązane Aktualności

Ta strona używa plików cookies, by zapewnić użytkownikom jak najlepsze doświadczenia. Kontynuując używanie strony, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookies przez Operę i Filharmonię Podlaską. Szczegółowe informacje dotyczące przetwarzania danych osobowych oraz polityki plików cookie znajdują się na podstronie Ochrona danych osobowych i Polityka prywatności.